Zima nad Sanem

Pierwsza przecinka nie chciała puścić. Według mapy miała być położona przy bagnie. Kiedyś już byłem w tym miejscu. Wiedziałem, że naokoło nawet w lecie jest rozlewisko.

Zaatakowałem drugą przecinkę. Piękna była i szeroka. Z jednej strony sosny, z drugiej staw. Kilkaset metrów dalej stały trzy ambony. Idealnie pasowało, by przy którejś postawić punkt kontrolny  na RDS. Ruszyłem w ich stronę. A tu nagle trzask!

Trzask! I nagle wylądowałem pół metra niżej. Lód zapadł się pod moim ciężarem, a pod spodem było bagno. Taka paskudna brązowa breja. Stałem w niej zanurzony po kolana. Mimo ośmiu stopni poniżej zera breja nie zamarzła. Złapała mnie w pułapkę. Wyszedłem z błota i szybko zawróciłem do samochodu. Zanim doszedłem – spodnie zdążyły zesztywnieć od mrozu. Choć byłem niecałe cztery kilometry od domu, Puszcza Sandomierska dała mi mocnego prztyczka w nos.

Od kilku dni wciąż słyszę pytanie: „dlaczego na Rajdzie Dolnego Sanu nie będzie w tym roku trasy TP 100?” Odpowiedź jest banalna: nie mam siły. Zrobienie setki wymaga sprawdzenia w terenie dwukrotnie większej ilości lokalizacji. Napisania dwukrotnie większej ilości pism. Odwiedzenia większej ilości nadleśnictw. Zrobienia większej ilości map i pucharków.

A w dniu rajdu wymaga ogarnięcia organizacyjno – komunikacyjnego dwukrotnie większego terenu.

Nie daję rady ciągnąć tego na poziomie takim, jak do tej pory.

Czy żałuję? Oczywiście, że żałuję. RDS zaczął się od setki, to zawsze była najważniejsza trasa. Nad San przyjeżdżali najlepsi: Maciek Więcek, Michał Jędroszkowiak, Sabina Giełzak czy Bartek Karabin. Byli też stali bywalcy, którzy tworzyli atmosferę imprezy: Krzysztof Drożdżyński, Paweł Szpak czy Janusz Słopiecki. Czy przyjadą, jeżeli zostanie tylko TP5 0?

Co w takim razie będzie w tym roku? TP 25 i TP 50. Baza w Stalowej Woli. Będzie San i Puszcza Sandomierska. Będzie trochę miasta: huta i Król Skorpion. Za tydzień pojawi się regulamin. Powoli zaczyna składać się trasa, przy której mam pomysł na nową formułę organizacyjną.

A przy jednym z punktów nad Sanem dwa dni temu widziałem stado ośmiu kormoranów!

 

 

Reklamy

Mamy Motylą Nogę!

Wyjaśniła się ostatnia zagadka związana z Rajdem Dolnego Sanu. Miło donieść, że Nagroda  im. B. Tucholskich  Motylej Nogi trafi w ręce Wojciecha Zająca. 28 dni wystarczyło mu, by pozbierać się po setce nad Sanem i wystartować w kolejnej imprezie PMnO, Wiosennym Rajdzie 360`. Tam spędził na trasie 8 godzin i 5 minut, spełnił więc wszystkie wymagania, by nagroda trafiła w jego ręce. Aby zająć pierwsze miejsce łącznie spędził na trasach dwóch imprez 32 godziny i 9 minut.

Drugi kandydat, Katarzyna Sochacka, jest na liście startowej Irokeza. Ta impreza odbędzie się dopiero za tydzień, więc gratulujemy wygranej Wojtkowi.

wz

A niech to Motyla Noga!

Na rajd do Pruchnika nie dojechał. Przegrał w starciu z przełącznikiem świateł w samochodzie.

Męczył się strasznie przez cały tydzień. Bardzo chciał zmierzyć się z najtrudniejszą w historii trasą Rajdu Dolnego Sanu. W końcu zadzwonił do mnie z pytaniem: „Masz jeszcze mapę setki?”

Akurat jedna mapa mi jeszcze została. Zostały też punkty kontrolne, bo i ja miałem problem z samochodem i nie zebrałem ich na czas. Odprawę zrobiliśmy w niedzielę o osiemnastej w Stalowej Woli, a o dwudziestej trzeciej w Pruchniku Paweł Szpak samotnie ruszył na trasę setki.

W nocy szło mu całkiem nieźle. Dzięki delikatnie minusowej temperaturze podłoże było twarde, więc kilometry uciekały szybko. Sytuacja zmieniła się diametralnie w dzień. Nawigacja po południowej stronie Sanu (właściwie wschodniej, ale na mapie wyglądało to na południową) była bardzo trudna. Drogi na mapie zupełnie nie pokrywały się z tymi w terenie. Na dodatek ziemia rozmarzła, więc ścieżki zamieniły się w paskudną mokrą breję.

Od poniedziałkowego popołudnia posuwałem się samochodem tropem Pawła. Zbierałem lampiony z punktów kontrolnych i wirtualnie asekurowałem go. Szacowałem, że ma szansę na zrobienie całości trasy w około 26- 27 godzin. Niestety tuż przed dwudziestą pierwszą dostałem informację: „Wysiadł mi achilles. Jestem w Dubiecku”.

W momencie rezygnacji Paweł miał w nogach 91 kilometrów i + 2200 metrów przewyższenia. Do mety brakowało mu jeszcze 20 kilometrów w poziomie i 800 m w pionie.

Nie wiem, za co on tak lubi tego eR-De-eSa. Wiem, że tym, co zrobił, bardzo mi zaimponował.

P1010976

 Paweł na I Rajdzie Dolnego Sanu, Stalowa Wola 2008

Relacja live na blogu Motylej Nogi

Przygody pewnej nagrody

Stali bywalcy RDS zauważyli zapewne, że na zakończeniu rajdu zabrakło pewnego elementu, który był stałym punktem programu. Mowa jest o Nagrodzie im. Motylej Nogi. Dlaczego nie została wręczona? Co się stało?

Plan imprezy przewidywał wręczenie. Po drodze wystąpił jednak splot nieprzewidzianych okoliczności. Było tak:

W dniu rajdu nagroda została w Kielcach zapakowana do bagażnika samochodu, którym udawali się na rajd Paweł Szpak i Janusz Słopiecki. W godzinach popołudniowych wyruszyli w drogę do Pruchnika. Wszystko szło dobrze do Staszowa. Tam, w trudnych warunkach pogodowych (śnieżyca, oblodzona droga) samochód Pawła odmówił współpracy. Zgasły światła mijania. Mimo prób naprawy światła niestety nie odpaliły.  Jako, że warunki na drodze były raczej marne, panowie podjęli decyzję o odwrocie. Dość  odważna była to decyzja, bo światła mijania wciąż nie działały. Musieli więc jechać na światłach krótkich.

Jeden zepsuty samochód to mało dla odważnych kielczan. Na oblodzonej drodze zdarzyło im się trochę rozpędzić i przy okazji przerysować błotnik samochodu jadącego z naprzeciwka. Jakoś jednak udało im się wrócić do Kielc.

Razem z nimi do Kielc wróciła też nagroda.


Gdyby udało się wręczyć ją normalnie, byłoby dwoje kandydatów do zwycięstwa. Najwięcej czasu na trasie RDS spędzili Katarzyna Sochacka i Wojciech Zając: dwadzieścia cztery godziny i cztery minuty. W tej sytuacji postanawiam ogłosić dogrywkę. Zasady są proste: kto z tej dwójki pierwszy pozbiera się na tyle, by móc wystąpić i zostać sklasyfikowanym w imprezie pod szyldem PMnO na pucharowym dystansie, ten zabierze nagrodę. Jeżeli w jednych zawodach wystartują oboje – wygra ten, kto dłużej będzie na trasie.

Termin i miejsce wręczenia ustalimy później.

 

 

RDS – nowe wiadomości

Nazbierało się trochę rajdowych zaległości, niniejszym więc nadrabiamy.

Informacją pierwszą, najwyższej wagi, jest podanie do wiadomości bazy imprezy. Rajdowiczów gościć będzie Gimnazjum Publiczne im. ks.Bronisława Markiewicza w Pruchniku mające swą siedzibę przy ulicy Szkolnej 12.

Druga ważna sprawa to uruchomienie nowej kategorii. Dzięki pomocy Centrum Kultury, Sportu i Turystyki w Pruchniku możemy wprowadzić na rajdzie dodatkową kategorię KW, przeznaczoną dla osób mających 50 i więcej lat. Klasyfikowane w niej będą osoby urodzone w roku 1968 i starsze.

Centrum Kultury, Sportu i Turystyki to instytucja, która zaprosiła RDS do Pruchnika. Co roku odbywają się w tej miejscowości Pruchnickie Harce Rowerowe, impreza na orientację. Bywały lata, gdy Harce wchodziły w skład Pucharu Polski w Rowerowych Maratonach na Orientację. Mieliśmy kiedyś z PKŻ okazję przyjrzeć się tej imprezie z bliska i bardzo nam się tam podobało. Dlatego bardzo nas ucieszyła propozycja, by zorganizować rajd właśnie tam.

Tegoroczne PHR zaplanowane są na 19.05. Nie będzie to jednak jedyna impreza rowerowa w tej okolicy. Na 30.06. zaplanowany jest Zlot Rowerowy, impreza mniej sportowa, a bardziej rodzinna.

Na koniec pozdrowienia z Nadleśnictwa Dynów, które przesłało nam instrukcję co robić, gdy w lesie natkniemy się na symbol tegorocznego RDS – misia.

 

 

Charakterystyka tras

TP 100

Długość ok. 100 km mierzone po optymalnym wariancie. Suma podejść 2000 – 2500 m. Ilość PK – 17. Punkty kontrolne w miejscach charakterystycznych. Niektóre przeloty trudne, a nawet bardzo trudne nawigacyjnie. Teren dziki, o charakterze górskim. Trasa wymaga bardzo dobrego przygotowania fizycznego. Zawodnicy po drodze nie będą mieli możliwości uzupełnienia jedzenia i picia (będzie taka możliwość po zboczeniu z wariantu optymalnego). Istnieje ryzyko napotkania na trasie dzikiej zwierzyny (niedźwiedzie). Kolejność zaliczania punktów obowiązkowa.

Na odcinkach pomiędzy 8. i 20 kilometrem oraz między 34. i 68. uczestnicy będą mieć obowiązek posiadania „uaktywnionego” dzwonka na niedźwiedzie.

TP 50

Długość ok. 50 kilometrów, suma podejść ok. 1200 – 1500 m. Ilość PK – 12. Kolejność zaliczania punktów dowolna. Trasa stosunkowo łatwa nawigacyjnie. Po drodze może nie być  możliwości uzupełnienia jedzenia i picia. Trasa wymaga dobrego przygotowania fizycznego. Po drodze istnieje ryzyko napotkania dzikiej zwierzyny. Na odcinkach pomiędzy PK 2, 3 i 4 zaleca się posiadanie „uaktywnionego” dzwonka na niedźwiedzie.

TP 25

Długość ok. 24 kilometry, suma podejść ok. 600 metrów. Ilość PK – 6. Trasa bardzo łatwa nawigacyjnie. Kolejność zaliczania punktów obowiązkowa.

 

 

Proszę państwa , oto miś!

Do regulaminu RDS w dziale „wyposażenie obowiązkowe” został dziś dodany nietypowy punkt. Każdy uczestnik na trasie TP 100 będzie zobowiązany posiadać ze sobą dzwonek lub grzechotkę.

Po co biegaczom dzwonek albo grzechotka? Na pierwszy rzut oka wydawać się to może śmieszne. Sprawa jest jednak poważna. Niedaleko terenów przez które będzie przechodziła trasa RDS mieszkają dwa niedźwiedzie. Nie są to przyjazne ludziom misie. Zdążył się już o tym przekonać jeden z mieszkańców wioski położonej zaledwie 3 kilometry od jednego z przelotów. Proszę więc, by sprawę potraktować poważnie.

Jeżeli ktoś nie wie, gdzie kupić odpowiedni dzwonek – polecam sklepy wędkarskie.

Trasy TP 50 i TP 20 będą od misiów trzymać się z daleka.