Popularność?

„Miało być tak pięknie. Wywiady miały być, autografy, wizyty w zakładach pracy…”

Co poszło nie tak?

Zostałem wicemistrzem kraju w rogainingu. Czegokolwiek by nie znaczyło to słowo – jest to sukces. Postanowiłem więc podzielić się nim ze światem. Przygotowałem krótkiego maila. Zawierał informację o sukcesie, linki do strony organizatora zawodów i do wyników oraz numer telefonu kontaktowego. Całość wysłałem do trzech lokalnych portali internetowych, dziennika i dwóch tygodników.

Nie ukrywam: liczyłem na odzew. Stalowa Wola nie jest potęgą w sporcie. Są trzecioligowi piłkarze i koszykarze, czasem medal zdobędzie jakiś lekkoatleta. Media zazwyczaj informują o sukcesach nawet w kategoriach wiekowych, gdzie czasem nie udaje się zebrać pełnego składu podium.

I co?

STW24 napisało o dziewięcioletniej tenisistce która zajęła trzecie miejsce na turnieju w Czechach. Stalowe Miasto zamieściło wyniki turnieju szachowego o Puchar Prezesa Miejskiego Zakładu Komunalnego. Stalówka.net napisała o sukcesie akordeonistów na Międzynarodowych Spotkaniach Akordeonowych.  Sztafeta przeprowadziła wywiad z mistrzynią Bikini Fitness.

Wicemistrzem Polski w biegach na orientację nie był zainteresowany nikt. Żaden redaktor nie oddzwonił, nikt nie napisał maila z pytaniem „Co to jest ten rogaining?”

Przegrałem z szachistami, akordeonistami, dziewięcioletnią tenisistką i laską od bikini fitness. Sprowadzenie na ziemię było skuteczne.

 

 

Reklamy

Dyskryminacja

Zapisałem się na imprezę na orientację. Fajnie się zapowiadała, bo oprócz orientacji zaplanowane były również trasy biegowe i nordic walking, a po zawodach nastąpić miała część integracyjna. Za cześć nawigacyjną imprezy odpowiadać miał Dobry Znajomy, więc cieszyłem się podwójnie.

Namówiłem do startu kilka osób z rodziny. Zapłaciłem wpisowe i wysłałem linka znajomym. Chciałem też podlinkować zawody na profilu RDS.  Było super. Na trasach biegowych pojawiły się nawet nagrody pieniężne. Jak wypas to wypas!

Dzień po tym, gdy zapłaciłem wpisowe na stronie imprezy pojawiła się wzmianka o zmianie w regulaminie dotyczącej startu obywateli państw spoza Unii Europejskiej. Nowy punkt regulaminu brzmi: „Osoby z Państw nie należących do UE mogą brać udział w zawodach i klasyfikacji open bez przyznawania nagród pieniężnych i rzeczowych”. O co tu chodzi konkretnie? Tłumacząc z polskiego na polski zapis ten należy rozumieć jako: „Murzyni i Ukraińcy wypierdalać! Kasa ma trafić do swojaków”.

Nazywając rzecz po imieniu mamy tu do czynienia z dyskryminacją ze względu na pochodzenie.

Sprawę można było załatwić inaczej. Wystarczyło dać symboliczne nagrody w klasyfikacji generalnej jednocześnie tworząc dodatkową i lepiej wynagradzaną kategorię „Najlepszy Polak”. Ktoś jednak zdecydował, żeby przyjąć zapis jawnie dyskryminujący zawodników spoza UE.

Bo takie rzeczy dziś w Polsce przechodzą gładko. Taki mamy klimat…

 

 

Wniosek o wykluczenie

Doigrałem się. Do Kapituły PMnO wpłynął wniosek o wykluczenie mnie z komitetu organizacyjnego pucharu. W praktyce jest to wniosek o wykluczenie Rajdu Dolnego Sanu. Powód? Obraziłem publicznie organizatora Jaszczura.

Wniosek złożył niejaki Malo. Kto to jest, jak się nazywa? Tego właściwie nie wiadomo, bo ukrywa się wszędzie za pseudonimem. W regulaminach imprez podaje jako organizatora „Kociewski Klub Turystyczny”. Własnego nazwiska widocznie wstydzi się.

Dokładnych zarzutów nie znam. Skarżącemu zabrakło nabiału w spodniach, by poinformować mnie, o co konkretnie jestem oskarżony. Sędzia Główny poinformował mnie, że poszło o wypowiedzi po Jaszczurze – Kresowych Bagnach na Facebooku.

Sprawdziłem swoje wpisy. Rzeczywiście obraziłem gościa. Napisałem, co o nim myślę i nie był to wpis kulturalny. I wiecie co? Wcale nie żałuję. Malo zorganizował imprezę na której zepsuł wszystko, co było do zepsucia. Nie reagował na zwracanie mu uwagi, że robi coś źle. Nieregulaminowo. Że brakuje mu elementarnego szacunku dla uczestników jego imprezy. Ludzi którzy poświęcili czas i pieniądze, by być w tamtym miejscu. Skoro on nie ma szacunku dla mnie – czuję się zwolniony z obowiązku poszanowania jego osoby.

Jakoś nie czuję obaw przed wyrokiem Kapituły.

Jest jeszcze jedna sprawa: czy Kapituła ma w ogóle prawo rozpatrywać ten wniosek? Na Facebooku mam dwa profile: prywatny jako Hubert Puka i oficjalny jako Rajd Dolnego Sanu. Prowadzę też bloga, który jest jednocześnie stroną rajdu. Na blogu i na profilu RDS wypowiadam się jako osoba publiczna, na profilu Huberta Puki jako osoba prywatna. „Przestępstwo” zostało popełnione na profilu prywatnym. Nie wydaje mi się, by Kapituła miała prawo do oceniania czyichkolwiek prywatnych wypowiedzi. Zakrawało by to na działania cenzorskie. Nie idźcie panowie tą drogą. Bo za rok jakiś kolejny Malo złoży wniosek o wykluczenie kogoś z pucharu, a powodem będzie na przykład złe prowadzenie się. Jesteście pewni, że chcecie babrać się w czyimś życiu prywatnym, bo tak sobie życzy jakiś oszołom?

Słomiany medal cz. 2

„Moje rywalki, Semenya, Niyonsaba i Wambui uczestniczyły w Igrzyskach Olimpijskich zgodnie z obowiązującymi zasadami i regułami i zgodnie z nimi zdobyły medale olimpijskie.”

„Spotkałam się też z komentarzami osób, które odebrały moje wypowiedzi jako dyskryminujące pochodzenie i kolor skóry rywalek. Jeżeli właśnie tak zostały zrozumiane, chciałabym za to ogromnie przeprosić.”

Takie słowa znalazły się na fanpejdżu bohaterki poprzedniego wpisu. Bardzo fajne słowa. Ładnie wybrnęła z tej sytuacji.

Szacuneczek.

Słomiany medal

Kibicowałem dziewczynie pochodzącej z mojego miasta. Wypadła wspaniale – zajęła piąte miejsce, pobiła rekord życiowy. Potem jedna zrobiło się nieprzyjemnie. Zarzuciła trzem rywalkom, że są mało kobiece. Bo nie są szczególnie piękne. Temat podchwycili dziennikarze i kibice, zgodnie uznając na podstawie „wizualnej” że rywalki to mężczyźni.

Otóż nie! To nie był konkurs piękności. Kto chce oglądać piękne dziewczyny – niech ogląda sobie konkurs Miss Universe.To był finałowy bieg na igrzyskach. Tam nie liczy się uroda, tylko umiejętność szybkiego biegania. Afrykanki były zwyczajnie lepsze. Grzechem dwóch z nich był jedynie brak atrakcyjnej dla Europejczyka urody.

Nie ma żadnego dowodu na to, że przyjmowały testosteron. Specyfik ten jest na liście substancji zakazanych. Łatwo go wykryć.

Problem jest z tą pierwszą. Tu rzeczywiście są wątpliwości. Zwyciężczyni była jednak wielokrotnie badana przez lekarzy. Ich decyzją było uznanie jej za kobietę. Oczywiście kibice (a zwłaszcza polscy kibice) wiedzą lepiej, ale jakoś chętniej zaufam kryteriom medycznym niż wizualnym.

Przypomina mi się też historia polskiej złotej medalistki olimpijskiej Stanisławy Walasiewiczówny. Według dzisiejszych kryteriów można by ją uznać za mężczyznę. W tej sprawie jednak polscy kibice (dziennikarze, politycy) milczą.

Czy naszej gwieździe należy się medal? Co najwyżej słomiany (dodatkowo po źdźble należy się jej kibicom). Bo przegrywać też trzeba umieć.

„Dobra (?) zmiana” w Bieszczadach

Zazwyczaj staram się nie mieszać polityki ze sportem. Ale czasem się nie da. Cytuję za fanpejdżem Biegu Rzeźnika:

„Rzeźnicy i Rzeźniczki, miłośnicy Biegu Rzeźnika, przyjaciele

Z przykrością informuję, że po latach partnerskich układów z Bieszczadzkim Parkiem Narodowym w tym roku nie otrzymaliśmy zgody na organizację Biegu Rzeźnika w takim kształcie jak dotychczas. Dzisiaj po południu otrzymaliśmy informację, że minister Andrzej Szweda-Lewandowski podtrzymał decyzję wice-dyrektora BdPN, pana Tomasza Winnickiego. Wygrały argumenty, że „turyści, którzy w tych dniach wyruszą na wędrówki górskie, oczekując spokoju i kontaktu z dziką przyrodą, będą zmuszeni wymijać się na wąskich ścieżkach z przebiegającymi lub przechodzącymi co chwilę zawodnikami co jest dla wielu nie do zaakceptowania. Poza tym (…) biegacze generalnie mniejszą uwagę zwracają na nawierzchnię szlaku i jego otoczenie (…) a opłata za bilety nie jest w stanie zrekompensować zniszczeń, jakich dokonują biegacze [w Parku]”. Zamiast biegać, Park zachęca turystów „do spokojnych wędrówek po wyznaczonych ścieżkach, zwiedzania poznawczego i edukacyjnego służącego obserwacji przyrody i kontemplacji naturalnych krajobrazów”.

Nigdy nie startowałem w tej imprezie. Jakoś tak nie po drodze było. Ale Rzeźnik i Rajd Dolnego Sanu to – mimo że odległa – to jednak rodzina. Cios wymierzony w Rzeźnika sprawia przykrość także mi.

Co ma z tym wspólnego polityka? Ano to, że wicedyrektor BdPN i jaśnie pan minister są z tej samej partii politycznej. Tej samej, która po wygraniu wyborów uważa, że wie wszystko najlepiej i wolno jej wszystko. Przez 12 lat Bieg Rzeźnika robił dobra reklamę Bieszczadom i parkowi narodowemu. Po dojściu do władzy PiS bieg komuś zaczął przeszkadzać.

Mam nadzieję, że Rzeźnik poradzi sobie z problemami. Decydentom i ich poplecznikom życzę, aby zostali wywiezieni na taczkach tam, gdzie ich miejsce. A ich wyborcom życzę przetrzeźwienia.

Rwąca rwa

Kiepsko jest. Kiepsko jest z moim zdrowiem. W ostatnich dniach zdałem sobie właśnie sprawę z tego, że raczej już nie będę sportowcem. I nie chodzi mi tu o bycie sportowcem wybitnym, wygrywającym zawody. Chodzi mi o takiego sportowca , który systematycznie trenuje, a potem walczy o jak najlepszy wynik.
Przyczyna jest prozaiczna. Dopadła mnie rwa kulszowa. Nie jest to nowy problem. Pierwsze symptomy pojawiły się ładnych kilka lat temu. Po zawodach mocno bolały mnie podudzia. Z czasem ból stawał się coraz większy. W zeszłym sezonie problem systematycznie rósł. Najpierw bolało po godzinie biegania. Potem po pół godzinie. Coraz trudniej było mi zrobić solidny trening. Tym trudniej, że bolało nie tylko podczas biegu, ale i po. Po mocnym treningu czy zawodach nawet kilka dni.

A teraz jest już całkiem źle. Bolesny jest każdy krok w tempie szybszym niż chód. Wprawdzie jestem w stanie truchtać – w styczniu natruchtałem 348 kilometrów, ale to nie jest prawdziwy bieg. Jeszcze pół roku temu na szybkich treningach robiłem kilometrowe odcinki w 3.40. Dziś męczę się strasznie, by zejść poniżej 6 minut na kilometr. Szybciej nie mogę, bo boli.

Przez ostatni rok sporo czasu spędziłem w gabinetach fizjoterapeutów. Pierwszy kilka lat pracował z ligowymi koszykarkami. Drugi piętnaście lat zajmował się piłkarzami, przez chwilę nawet w ekstraklasie. Trzeci przywracał do życia tenisistów i siatkarzy. Po zabiegach zawsze było trochę lepiej. Do pierwszego treningu. Ostatni terapeuta najkonkretniej z wszystkich zdiagnozował mnie. Stwierdził, że ogólnie poza rwą kulszową reszta jest w porządku. Jak nie będę pracował w pozycji pochylonej i jak nie będę biegał to nic mi nie będzie.

Jak nie będę biegał?

Jutro wieczorem startuje skorpionowa setka. Będzie bolało, ale tanio się nie poddam.