LiszKor i spiskowa teoria dziejów

Mapa wydawała się nietrudna: 11 punktów w dość charakterystycznych miejscach. Rzeczywistość szybko zweryfikowała plany. Pierwszy PK (9) to wejście na grzbiet i zaraz potem kapliczka. Brak koncentracji zaraz za wsią miał fatalne skutki. Droga którą pobiegłem była skierowana nie na północ, tylko na zachód. Ścieżka na grzbiet ciągnęła się i ciągnęła. Na górze okazało się, że przestrzeliłem punkt o 1200 m, dodatkowo robiąc 150 m w pionie. Można było zrobić go w niecałe 20 minut. W praktyce zajęło to minut 40. Gwoli ścisłości nie byłem tam sam. Za mną poszło z 15 osób. Pewnie mieli mnie za lepszego nawigatora. A tu taki klops!

Tak czy inaczej dobry wynik był już nierealny. Drugi raz w ciągu dwóch tygodni zawaliłem wszystko brakiem koncentracji na starcie. Na szczęście był to tylko start treningowy: LiszKor, TP 25. Niedawne Czarne Korno tak spodobało się PKŻ, że koniecznie chciała zobaczyć LiszKora, robionego przez prawię tę samą ekipę organizacyjną. Za całość odpowiadała ponownie Monika Kosmala, natomiast w roli autora trasy Aramisów zastąpił Grzegorz Liszka.

Co było dalej? Dwójka (2) – opis punktu „wychodnia”. Co to takiego? Nie dało by się go opisać bardziej zrozumiale? Nie mam pojęcia czego szukać. Nie po to leciałem jak wariat, by teraz dogoniło mnie czterech spacerowiczów.

Trójka (73) – „kopczyk”. Kopczyk rzeczywiście był, 30 m dalej. Na punkcie była ambona, była jakaś samowola budowlana, ale kopczyka nie widziałem.
Piątka (5) – drzewo na SW od skrzyżowania. Chodzę, szukam, a punktu nie ma. Po dłuższej chwili na punkt wchodzi Darek Glanas i punkt jest. Co się stało? Biegłem na punkt z mapą odwróconą do góry nogami i szukałem nie po tej stronie drogi. Czeski błąd, przestawiły mi się kierunki. Co za idiotyczny błąd!

Siódemka (1) – cmentarz choleryczny. Kartka papieru leżąca na desce w krzakach. Panie ustawiaczu trasy: naprawdę trzeba było go tak chować? Na tym odludziu? Po co?

Na mecie mam czas 4.40. Wystarcza do ósmego miejsca. Zrobiłem 32 kilometry przy 1600 metrach przewyższenia (taka PKŻ miała tylko + 1200).  Pobiegałem sobie po Beskidzie Małym w dobrym tempie, szybciej i dłużej niż tydzień wcześniej na WInO. Szkoda tylko tych niepotrzebnych kilometrów. Trasa była mocno łydkowa, ale jak ktoś się postarał, to swoje błędy nawigacyjne zrobił. Lubię takie trasy.

Organizacyjnie: imprezy z „Kor’ w nazwie to moja nowa miłość. Monika wysoko podniosła poprzeczkę innym organizatorom. Biuro działało sprawnie. Wyniki prawie na żywo były zamieszczane w internecie. Pod prysznicami woda była ciepła. Nawet zupki które chwaliłem dwa tygodnie temu były tak samo dobre!

Ale…

Ale po co było chować te punkty? To nie była impreza dla samotnych. Samotny biegacz wchodzący na punkt marnował na wielu z nich czas, by znaleźć kartkę przypiętą pół metra nad ziemią, w miejscach często zupełnie nieoczywistych. Ci, którzy poruszali się w grupach mieli łatwiej. Dwie lub trzy pary oczu łatwiej wypatrywały właściwe drzewo, wykrot czy deskę na cmentarzu. W efekcie samotni marnowali siły i czas na to, co zespołom przychodziło szybciej i łatwiej.

Tu musimy przejść do sedna: czwarty na mecie był Maciej Więcek. Stracił do zwycięzców 18 minut (47,7 pkt do PMnO). Sporo. Ale Maciek całą trasę robił sam. Tymczasem trzej zwycięzcy weszli na metę razem, co sugerować może, że jakąś część trasy pokonali razem. Jaką – nie wiem, ale im więcej zrobili razem – tym więcej zyskali. Ile konkretnie? To wiedzielibyśmy, gdyby dokładnie  zanalizować ich tracki GPS. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że gdyby punkty były bardziej widoczne strata Więcka byłaby mniejsza. Być może nawet to on byłby zwycięzcą. Być może nawet w ten, niezawiniony przez siebie sposób, przegrał właśnie walkę o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej PMnO, a to by już fajne nie było.

 

 

Reklamy

Słoneczne WInO

Dawno nie startowałem. Przez ten czas odzwyczaiłem się od pisania relacji z imprez i teraz ciężko mi zebrać się do napisania relacji z WInO – rzeszowskiej Wiosennej Imprezy na Orientację. Coś jednak napisać trzeba, więc do rzeczy:

Do zrobienia było 30 kilometrów. Były też krótsze dystanse: 6 i 15 km, ten dłuższy dystans był jednaj najbardziej pociągający. Forma sportowa była znikoma. 8 miesięcy bez biegania, 3 miesiące bezruchu i 8 kilogramów nadwagi (ale dwa i pół już zrzuciłem!) skazywały mnie co najwyżej na walkę o przetrwanie. Wprawdzie tydzień wcześniej machnąłem 60 km na Czarnym KORnO, ale był to tylko spacer z PKŻ i psem. Na WInO trzeba było biegać, na dodatek po sytych i stromych pagórach.

Start był inny niż zazwyczaj. Na wcześniejszych edycjach peletonik grzecznie obiegał naokoło skarpę tuż za startem. Tym razem wszyscy ruszyli na nią na wprost, nie przejmując się stromizną. Zawsze to parę metrów mniej do zrobienia. A potem już standard: góra – dół, góra – dół. W tempie nieprzesadnym, bo na treningach dzielnie i mało skutecznie  walczę, by łamać tempo 5.30 / kilometr. Tadek Podraza i Tomek Domin uciekli daleko do przodu, nie dawałem też  rady utrzymać tempa Daniela B. znanego na blogu jako Pocertescu. Przed PK 4 dołożyłem sobie jedną górkę więcej niż wszyscy, bo trochę za fajnie by było, by nie zrobić błędów nawigacyjnych. Jakieś 800 m za PK4 dogonił mnie Daniel, ale akurat on biegł na czwórkę i był trochę zdziwiony, że musi się cofnąć.

Dalej znowu góra – dół, a potem kilka wąwozów, gdzie można było wykazać się nawigacyjnie. Poszło jakoś łatwo i na PK 6 przybiegłem piąty. To, że piąty, to pikuś. W zasięgu wzroku, 200 m przede mną byli czwarty i trzeci! Na kolejnych dwóch przelotach znowu można było pokombinować i oto na ósemce zameldowałem się… drugi. Do mety zostały trzy punkty, na dodatek takie, gdzie trudno było zrobić błąd nawigacyjny. Pozostał jeden drobiazg: wytrzymać tempo.

No i nie wytrzymałem. Płuca owszem, działały jak trzeba, ale nogi zamieniły się w dwa sztywne, nieruchawe klocki. Nie dość tego, to jeszcze wymyśliłem gorszy wariant na obiegnięcie działek. Wbiegając na PK 10 zobaczyłem wybiegającego Tomka Domina. Przypomniały mi się nasze finisze na Przeprawie 2016 i Nadwiślańskim 2017. Ale tym razem długiego finiszu nie było. Nie miałem już siły. Jeszcze dociągnąłem się dwie minuty od niego na PK 11, ale tam padłem całkiem. Do mety doczłapałem piąty. 26 kilometrów  w poziomie i 700 m w pionie zrobiłem w 3.18. Tomek skończył trzeci, pięć minut wcześniej, a zwycięzcą został o 15 minut szybszy ode mnie Tadek Podraza.

Sportowo jest to wynik ponad stan. Właściwie nie miałem prawa tak pobiec. Proszę nie pytać, jak to się stało, bo nie wiem.

PKŻ wystartowała w zespole z Anią Majkowską i psami: Erką i Akim. Gdyby na WInO była klasyfikacja kobieca – zajęły by trzecie miejsce. Ale niestety nie było.

Ale poza tym było fajnie. Słońce świeciło mocno. Trasa miała fragmenty zarówno dla nawigujących, jak i dla łydkowców. Wolontariuszki na punktach pięknie się uśmiechały. Właściwie to one z całego WInO podobały mi się najbardziej (wolontariuszki, nie punkty) i w poglądzie tym nie byłem odosobniony.

Jednym słowem sobota udała się, a rokowania na przyszłość nie są złe.

 

 

 

Długi spacer z psem

Pierwszy od prawie pół roku punkt kontrolny wchodził opornie. Można było spodziewać się, że będzie trudny, bo miał wysoką wagę mimo bliskości bazy. Ale żeby aż tak? No i ta mapa: dwudziestka piątka zamiast standardowej pięćdziesiątki. Najpierw poszliśmy 150 m za daleko na północ. Potem tak samo za daleko na wschód. Za chwilę obeszliśmy go jeszcze od południa. A punktu nie było. Bo stał pośrodku koła, obeszliśmy go ze wszystkich stron. No i jeszcze Ania P. – chciała nam pokazać gdzie stoi, ale… dwie minuty po wyjściu z punktu… zapomniała skąd przyszła! Zgubiła drogę! PKŻ strasznie mnie wkurzała. Jak stała w miejscu to wkurzała tym, że stoi. A chwilę później wkurzała mnie tym, że sobie poszła punktu szukać, zamiast stać!

W końcu znalazł się. Można go było zrobić w 20 minut, a my straciliśmy ponad godzinę.

Potem było już lepiej. Nie żeby całkiem dobrze, ale punkty zaczęły wchodzić. Tylko warianty były jakieś takie okrężne. Tempo też nie było zabójcze, ale tak jest zawsze, gdy idzie grupa. A nas było troje: PKŻ, Erka i ja. Erka biegała w tę i z powrotem jak jakaś wariatka, PKŻ pilnowała Erki, a ja pilnowałem mapy. Najwięcej siły miała chyba Erka, bo nawet w końcówce, po jedenastu godzinach ciągnęła ostro. Ja człapałem za żoną próbując dotrzymać jej kroku, ale wychodziło to tak sobie. Osiem miesięcy przerwy od biegania, z tego trzy miesiące zupełnego bezruchu zrobiło swoje. Słaby jestem, najsłabszy od chyba dwudziestu lat.

20190324_091445

Ale i tak było fajnie. Słońce pięknie świeciło, cieplutko było i przyjemnie. Okoliczności przyrody były piękne: lasy, pola, góry. Zwłaszcza gór było dużo. Po drodze trafił się nawet jeden UNESCO-wy zabytek: zespół sanktuaryjny w Kalwarii Zebrzydowskiej. Zaliczyliśmy nawet spacer po Dróżkach Pana Jezusa i Dróżkach Panny Marii! Skupialiśmy się jednak na trasie zawodów, bo nie jesteśmy fanami ani stylu rokokowego, ani manieryzmu holenderskiego.

20190324_094836.jpg

Podobało się nam, podobało się i Erce. Dzielnie wytrzymała prawie dwanaście godzin na trasie. Pierwszy raz zrobiła około 60 kilometrów.

Impreza miała skomplikowaną nazwę: Wiosenne Czarne Korno – Kompania NiepoKorna. Miejscem akcji była Lanckorona i jej bardzo szeroko rozumiane okolice. Zorganizowana była z rozmachem – trzeba było trochę natrudzić się, by rozstawić punkty pod rogaining, gdzie najdłuższa trasa miała 24 godziny i robiło się ją na rowerach. Ciekawe, ile kilometrów zrobili najlepsi? Ogólnie to trasa była fajna, a punkty kontrolne atrakcyjnie usytuowane. Np. „Tatry” – punkt, gdzie naprawdę były Tatry. Rozumiane podwójnie wieloznacznie i wcale nie w rozumieniu najpopularniejszym. Żałowaliśmy też, że nie dotarliśmy na „zęby smoka”.

A zupka na mecie – żurek to była poezja nie zupa! Ciekawe, że to samo mówili ci, co zamówili pomidorową.

Wynikowo poszło nam przeciętne, by nie powiedzieć, że słabo. Ale przecież nie ścigaliśmy się, tylko poszliśmy na długi spacer z psem. A Erce to całkiem wszystko jedno, jaki osiągnęliśmy wynik. Ważne, że było fajnie.

20190324_102720

RDS Team

Pan Dyrektor Tomasz Sekulski zaufał nam i oddał klucze do szkoły.

Nadleśnictwo Stalowa Wola życzliwie nas potraktowało.

Darek Bańka wymyślił bazę.

Daniel „Zdolne Łapy” Burkowski przygotował plakat i dyplomy.

Firma Pratt & Whitney, poprzez Marcina Smolińskiego, dała kilka drobiazgów.

Paweł Szpak testował trasę.

Marta Górecka z Radia Leliwa opowiedziała o nas w radiu.

Mariusz Biel ze Sztafety ładnie o nas napisał.

Telewizja Stella przygotowała o nas materiał.

Ricardo wspierał nas w bazie.

Magda walczyła z kartami startowymi.

Jagoda walczyła z bigosem.

PKŻ kierowała pracami biura.

Hiu koordynował całość.

(mam nadzieję, że nikogo nie pominąłem)

Fajnie było!

Wariant optymalny

Wszystkich punktów było 20. Do zaliczenia było 17. Teoretycznie istniało (20! – 3!) możliwości pokonania trasy rajdu. Ile to jest w liczbach naturalnych nie wiem, bo mam za krótkie okienko w kalkulatorze.

Dwa tygodnie przed rajdem trasę sprawdził Paweł Szpak. Miał do zaliczenia 18 punktów. Jego trasa liczyła 56 kilometrów. Po odjęciu błędów nawigacyjnych zostawało 53 – 54 kilometry. Wynik mieszczący się wprawdzie w pucharowych widełkach, ale blisko górnej granicy.  Zdecydowałem, by zaliczać 17/20 sądząc, że trasa skróci się do ok. 49 kilometrów. Zakładałem, błędnie, że uczestnicy zaliczać będą wszystkie punkty po prawej stronie Sanu. Tymczasem możliwość odpuszczenia trzech punktów spowodowała, że zupełnie nieopłacalne stało się zaliczanie PK 2, skądinąd najładniejszego punktu z wszystkich. Razem z dwójką odeszły dwa najdłuższe przeloty i trasa gwałtownie skurczyła się. Jak bardzo? Mateusz Komorowski i Tadeusz Podraza zeszli do ok. 43,5 kilometra.

Tym sposobem trasa stała się, z pucharowego punktu widzenia, niewymiarową. Prawdopodobnie skutkiem tego będzie brak najwyższej wagi dla RDS w kolejnym sezonie. Trudno, c`est la vie.

Sam pomysł z możliwością wyboru punktów do zaliczania okazał się strzałem w dziesiątkę. Aż dziwne, że poza Robertem Domańskim nikt z pucharowych organizatorów jeszcze na to nie wpadł (u Roberta jest to jednak znacznie bardziej rozbudowane).

Podsumowując : optymalnym była rezygnacja z punktów 1, 2 i 3. Wariant ten miał ok. 43,5 kilometra długości. W wersji graficznej wyglądał tak:

Scan

 

Wyniki TP 25

Wyniki wstępne:

TP 25 K

1. Magdalena Gajek 3.03
2. Katarzyna Pryjma 3.31
3. Ewa Musiał 3.34
3. Monika Rychlak – Bożek 3.34
5. Małgorzata Mękarska 3.35
6. Diana Gordon 3.42
7. Barbara Gdowska 3.43
8. Anita Duda 4.14
9. Magdalena Machowska 4.52
10. Anna Majkowska 5.02
11. Joanna Podolska 5.04
12. Sylwia Buczek 5.19
13. Malwina Banaś 5.44
14. Ewa Świtacz 7.08
15. Anna Magosa 7.16
15. Magdalena Rogowska 7.16
15. Ewa Orawiec – Sułek 7.16
18. Joanna Wasińska 7.50
19. Dorota Jach 10.28 (bez 1 PK, kara czasowa 2 godziny)
Po limicie czasowym:
20. Urszula Kajewska 14.45 (bez 3 PK, kara czasowa 6 godzin)

TP 25 K

1. Marcin Siwek 2.17
2. Paweł Puścizna 2.33
2. Zbigniew Kruk 2.33
2. Mirosław Marek 2.33
5. Paweł Klimczak 2.38
6. Gabriel Niemirowski 2.49
7. Grzegorz Gajek 3.03
7. Mariusz Maryniak 3.03
9. Zbigniew Podolak 3.05
9. Józef Klimasz 3.05
11. Bartłomiej Deptuś 3.20
12. Miłosz Mazurek 3.32
13. Daniel Burkowski 3.34
13. Dominik Guzowski 3.34
15. Maciej Gędziorowski 3.42
16. Sławomir Gdowski 3.42
17. Marek Oleksak 3.50
18. Tomasz Duda 4.14
19. Wiesław Bać 4.20
20. Kazimierz Siek 4.48
21. Dariusz Rychlicki 4.52
21. Sebastian Machowski 4.52
23. Paweł Jach 5.09
23. Marceli Jach 5.09
25. Adam Buczek 5.19
25. Benedykt Buczek 5.19
27. Marcin Filipiak 5.29
28. Bartosz Motyka 5.34
29. Dariusz Glanas 5.49
30.Marek Świtacz 7.08
31. Lukasz Wasiński 7.50
Po limicie czasowym:
32. Arek Smarż 14.45 (bez 3 PK, kara czasowa 6 godzin)

Wyniki TP 50

Na razie wstępne:

TP 50 K

1. Joanna Grabowska 5.05 , 1, 2, 3
2. Anna Sejbuk 5.39 , 1, 2, 20
3.Izabela Osyszko 5.49 , 2, 8, 9
4. Marzka Janerka 6.19 , 1, 2, 3
5. Sylwia Łazowska 7.13 , 1, 2, 20
6. Renata Łaska 8.07 , 1, 2, 20
7. Elżbieta Pawluczuk 10.03 , 1, 2, 20
8. Dominika Lis 10.41 , 3, 4, 5
9. Kinga Czarnobil 11.17 , 2, 8, 9
10. Maria Sobieska 11.42 , 8, 9, 10
10. Aleksandra Dubil 11.42 , 1, 2, 3, 4 , kara czasowa 2 godziny za brak 1 PK

TP 50 M

1. Bartłomiej Karabin 4.52 , 2, 8, 9
2. Mateusz Komorowski 4.54 , 1, 2, 3
3. Krzysztof Lisak 4.57 , 2, 3, 4
4. Lukasz Słomiany 5.04 , 1, 2, 3
5. Maciej Piotrowski 5.48 , 1, 2, 3
6. Łukasz Siejko 5.49 , 2, 8, 9
7. Zbigniew Rajtar 5.54 , 1,2, 3
8. Tomasz Pryjma 5.56 , 1, 2, 20
9. Tadeusz Podraza 6.06 , 1, 2, 3
9. Sławomir Szczepański 6.06 , 1, 2, 3
11. Marek Kaliciński 6.08 , 1, 2, 20
11. Łukasz Korzeniewski 6.08 , 1, 2, 20
13. Tomasz Domin 6.15 , 1, 2, 3
13. Daniel Gajos 6.15 , 1, 2, 16
15. Jacek Litewka 6.19 , 2, 8, 9
16. Marcin Smoliński 6.29 , 1, 2, 3
16. Sławomir Juraszewski 6.29 , 1, 2, 3
18. Wojciech Zając 6.30 , 1, 2, 20
19. Marcin Witkowski 6.41 , 1, 2, 20
20. Adam Kwiatkowski 6.42 , 2, 8, 9
21. Jarosław Zioło 6.52 , 2, 9, 18
22. Andrzej Osyszko 7.07 , 2, 8, 9
23. Krzysztof Łazowski 7.13 , 1, 2, 20
24. Ryszard Precikowski 7.14 , 1, 2, 20
24. Marek Porębski 7.14 , 1, 2, 20
26. Rafał Jabłoński 7.35 , 8, 9, 10
26. Paweł Gąsiorek 7.35 , 8, 9, 10
28. Piotr Potoczny 7.49 8, 9, 15
29. Leszek Ścioch 7.57 , 2, 8, 9
30. Albert Apola 8.04 , 2, 8, 9
30. Andrzej Czeluśniak 8.04 , 2, 8, 9
32. Tomasz Łaski 8.07 , 1, 2, 20
33. Grzegorz Wyciślak 8.09 , 1, 2, 3
34. Marek Majewski 8.36 , 1, 2, 3
35. Michał Małys 8.40 2, 8, 9
35. Marek Pieróg 17.40 , 2, 8, 9
37. Jerzy Sokulski 9.05 , 1,2, 10
37. Tomasz Paluchowski 9.05 , 1, 2, 10
39. Michał Dubil 9.42 , 1, 2, 3
40. Jacek Wąsik 9.48 , 2, 5, 16
41. Arkadiusz Cieślak 10.03 , 1, 2, 20
41. Sławomir Toporowski 10.03 , 1, 2, 20
43. Marcin Zając 10.12 , 2, 8, 9
43. Tomasz Żuk 10.12 , 2, 8, 9
45. Mariusz Motyka 10.41 , 3, 4, 5
45. Marek Wągrodzki 10.41 , 3, 4, 5
45. Tomasz Wasilewski 10.41 , 3, 4, 5
48. Janusz Czarnobil 11.17, 2, 8, 9
49. Bartłomiej Dubil 11.42 , 1, 2, 3, 4, kara czasowa 2 godziny za brak 1 punktu kontrolnego
50. Krzysztof Drożdżyński 11.42 , 8, 9, 10
51. Sergiusz Białucha 12.05 (zebrane wszystkie 20 PK)
51. Rafał Ostromęcki 12.05 (zebrane wszystkie 20 PK)
53. Łukasz Misztal 18.16 , 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 10, kara czasowa 10 godzin za brak 5 PK
Poza limitem:
54. Janusz Słopiecki 16.26

Nagroda im. Motylej Nogi: Janusz Słopiecki 16.26

Liczby na końcu to numery punktów kontrolnych opuszczonych przez zawodników