Immortal

„Jakie tym razem będziesz miał przygody?” – takimi słowami powitał mnie ktoś w bazie Mordownika. Zastanowiły mnie te słowa. Bo przygody na trasach zawodów są fajne, ale… w większości przypadków świadczą one o nieprofesjonalnym podejściu do uprawiania sportu. Im poważniejszym sportowcem jesteś, tym bardziej powinieneś zminimalizować szanse na to, by po drodze spotkało cie coś niespodziewanego. Potocznie nazywanego przygodą. Jeżeli przygody przytrafiają ci się często zbyt często, to znaczy, że masz niewiele wspólnego z poważnym podejściem do sportu.

Tak, jak ja! Nie jestem profesjonalny i nie kryję się z tym. Przygody więc miewam często, ale… czasem udaje się ich unikać.

Bo Mordownika potraktowałem poważnie. To najtrudniejsza pięćdziesiątka w PMnO. Nawigacja – 5/6, trudności fizyczna trasy 6/6. Punkty postawione w głębokich jarach albo w chaszczach. Duże przewyższenia. Do dziś wspomina się niektóre edycje: tę w Jaśliskach, z dziką trasą na staruteńkiej mapie, czy Chochołów, gdzie w głębokich jarach na zboczach Gubałówki bardziej chciało mi się płakać niż kontynuować.

Tym razem wydawało się, że będzie spokojniej. Baza w Tokarni, niedaleko Myślenic wydawała się miejscem, gdzie trudno będzie o jakiś straszny hardcore.

Mordownik 76


Dziewiąta rano start. Ruszyliśmy dużą grupą na stoki Zębalowej. Pierwszy punkt (7) i od razu wpadka. Wszyscy szukaliśmy go nie dość, że nie w tym jarze, co trzeba, to jeszcze za wysoko. Jeżeli pierwszy punkt był trudny, to co będzie na następnych? Dwa weszły bez problemów, kolejny (5) już nie. Najpierw wyrzuciło mnie nie na tę polankę, co trzeba, później zaatakowałem za wysoko i nie znalazłem jaru. Tzn. znalazłem, ale nie ten, co trzeba. Szukaliśmy go we dwóch, z Maćkiem Więckiem. Obeszliśmy go dookoła, ponad kilometr nadróbki w trudnym terenie. W ogóle z Maćkiem często mijaliśmy się na trasie, i jeszcze z Tomkiem Dominem i Aśką Grabowską. Wszyscy mocniejsi ode mnie. Każdy kombinował z własnymi wariantami, a i tak co jakiś czas spotykaliśmy się. Błędy nawigacyjne zdarzały się, ale nie były jakieś wielkie. Zastanawiałem się czy wariant który wybrałem jest dobry. Pozostali uczestnicy rozplanowali trasę jakoś inaczej.

Mordownik 36

Porównałbym te zawody do orki: strome długie podejście, zbieg, jar, namierzanie punktu, strome podejście, rzeźbienie na przełaj gdzieś pośrodku zbocza, znowu podejście. Czasem zbieg. Telefon pokazał na mecie + 2500 metrów. Niektórzy mieli powyżej trzech tysięcy! Miało nie być hardcoru? No to jednak był!

Mordownik 30

Powolutku było coraz bliżej do mety. Oczywiście zabrało to więcej czasu niż przewidywał plan. Na PK 11 spotkałem kolejny raz Maćka. Wymyśliłem, że zamiast krótszej trasy wierzchołkami zbiegnę na dół do asfaltu. Nadłożę kilometr, ale przelot będzie szybszy. Maciek pobiegł górą. Na kolejnym punkcie byłem przed nim. Czułem w sobie moc i na kolejny punkt nadłożyłem półtora kilometra. Znowu nie spotkałem Maćka. Byłem pewien, że go urwałem. Tyle tylko, że on miał już prostą drogę do mety, a ja jeszcze jeden punkt do zaliczenia. Obudził się we mnie lew! Szybko znalazłem PK12, a potem ruszyłem w dół. Zegarek pokazał, że ostatni kilometr zrobiłem w 4.14!

Na metę wpadłem rozgorączkowany. Interesowało mnie jedno: czy jest już Maciek? Był, od godziny. Powietrze zaroiło się od słów na „k”. Co za rozczarowanie! Naprawdę wierzyłem, że mam szansę go ograć… Skąd miałem wiedzieć, że gdy miałem do zrobienia dwa punkty, jemu został tylko dobieg do mety… Ukończyłem jedenasty, w 10.37. Zdobyłem czwarty tytuł Immortala.

A gdzie przygody? Tym razem nie było ich. Dobrze przygotowałem się fizycznie, dobrze mentalnie. Na starcie byłem skoncentrowany. Prawidłowo rozłożyłem siły (może nawet zbyt asekuracyjnie), dbałem o zapas płynów. Jak jakiś profesjonalista. Nawet kolejność zaliczania punktów była prawie optymalna. To jak miałem mieć przygody, skoro wszystko grało?

Mordownik 14


 

Na mecie kontrowersje wzbudził mój ślad z Endomondo. Telefon pokazał, że zrobiłem 70 kilometrów. Większość uczestników zmieściła się poniżej 60, Marcin Sontowski zrobił tylko 55. Gdyby wynik z telefonu był prawdziwy, zostałbym uznany za wybitnego biegacza, ale za to za nawigacyjnego kompletnego debila. Już w domu przerzuciłem plik z trasą do aplikacji Map Source. Tam okazało się, że zrobiłem 58,7 kilometra. Po odliczeniu zaplanowanej nadróbki mój wynik okazał się być całkiem bliski wynikowi Marcina.

Nie wiem, co napisać o Mordowniku, by kolejny raz nie powtarzać tych samych słów o trudnościach. Napiszę krótko: to najlepsza i najbardziej wymagająca impreza w całym ekstremalnym nawigacyjnym pucharze. Numer 1!

A możliwość zmierzenia się z trasą w Tokarni była przygodą samą w sobie.

Mordownik 59

Zdjęcia Dariusz Czechowicz

 

 

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s