Fagaras, cz. 3

„Wielki Sokół Górski”, „Gwiazda Bałkanów”, „Słońce Karpat”, towarzysz Ceausescu był zaniepokojony. Sytuacja międzynarodowa była napięta. Rosjanie właśnie wkroczyli do Czechosłowacji. Ceausescu od jakiegoś czasu stawiał się Moskwie. Próbował prowadzić własną, niezależną politykę. Po roku 1968 zaczął się bać, że Rosjanie wkroczą także do Rumunii. Aby móc efektywniej bronić się przed ewentualną inwazją postanowił zbudować nowe drogi. Miały posłużyć do transportu wojska przez karpackie przełęcze. Kluczowa w jego planie była droga przecinająca pasmo Gór Fogaraskich.

Budowa rozpoczęła się rok później. Teren był trudny, więc trup słał się gęsto. Oficjalnie na budowie życie straciło 40 osób, nieoficjalnie – kilkaset. Po pięciu latach można było oficjalnie otworzyć drogę przecinająca góry w poprzek. Miała 150 kilometrów długości. Było na niej 27 wiaduktów i 830 mostów. Był też prawie kilometrowy tunel pod górami na wysokości dwóch tysięcy metrów. Nazwano ją Szosą Transfogaraską.

DSC_0101


 

Fogarasze to duże góry. Ich powierzchnia (ok. 2000 km kwadratowych) jest ponad dwa razy większa od Tatr. Charakteryzują się dużymi wysokościami względnymi. Często zdarza się, że pomiędzy wierzchołkami, a dnem dolin jest ponad 2000 metrów deniwelacji. Grań główna Fogaraszy na odcinku 45 kilometrów tylko raz obniża się na wysokość mniejszą niż 2000 metrów. Najwyższym wierzchołkiem jest Moldoveanu, 2544 m n.p.m. Przy okazji jest to też najwyższy szczyt Rumunii.


 

Do Balea Lac dojeżdżamy bezproblemowo. Trasa, choć piękna, nie jest wcale trudna. Owszem, są zakręty, są serpentyny, ale jest to normalna droga krajowa i aby ją przejechać nie trzeba być żadnym wytrawnym kierowcą. Przed wyjazdem z tunelu chwilę stoimy w korku. Balea Lac to odpowiednik naszego Morskiego Oka. Położone jest na wysokości ponad dwóch tysięcy metrów. Jest tam kilka niemiłosiernie zapchanych parkingów. Wbijamy się na pierwszy z brzegu. Kosztuje 5 lei za godzinę (kurs leja do złotego to mniej więcej 1:1). Po chwili dowiadujemy się, że camping zone położona  50 m dalej jest tańsza, 20 lei za dobę. Przeparkowujemy auto na nowe miejsce i… nikt nie przychodzi po pieniądze. Ba, nikt nie pojawia się ani tego dnia, ani następnego. Wygląda to tak, jakby camping zone była… za darmo. Mila niespodzianka.

DSC_0105

Tego dnia w planach mamy wyjście w stronę Negoiu. Okolice tego szczytu są skaliste, przypominają Orlą Perć. Według przewodników szczyt jest 6 godzin od nas. Wiemy, że z psem nie mamy szans na pokonanie takiego dystansu. Zadowalamy się wejściem na pobliski Virfu Iezurului, 2417 m n.p.m.

DSC04081

Erka jest pierwszy raz w górach. Decydujemy się spuścić ją ze smyczy. Potem prowadzimy takie rozmowy:

– Złap tego psa. Tam jest przepaść. Zobaczysz, że stanie na skraju i spadnie na dół!

– Eee, wcale nie spadnie. To mądry pies jest przecież.

– No co ty, na pewno zaraz poleci. A jak spadnie, to ciebie też zrzucę w tą przepaść

-…

-No łap tego psa. Patrz, tam idą ludzie, zaraz na nich naszczeka, a potem pogryzie.

-Wcale nie pogryzie. Zaufaj temu psu, to nie będzie na nikogo szczekał.

Erka nie robiła sobie nic z naszych rozmów. Radośnie podbiegała do kolejnych turystów i żebrała o jedzenie. Jeżeli kiedyś spotkacie w górach Rumuna z wielkimi wąsami, który opowie wam, że Polacy nie karmią psów, możecie być pewni, że spotkał w Fogaraszach Erkę.

DSC04088

Wieczorem temperatura spadła poniżej dziesięciu stopni. Żeby nie marznąć poszliśmy w czwórkę do samochodu. Przez telefon złapaliśmy polskie radio. Akurat czytali „Kochanka Wielkiej Niedźwiedzicy” Piaseckiego. Cały wieczór żłopaliśmy piwo i było pięknie.

Pojechaliśmy do obcego kraju. Przekroczyliśmy po drodze trzy granice. Byliśmy w cudnych górach. A na koniec spędziliśmy cały wieczór w ciasnym samochodzie. Prawdziwa turystyka na poziomie zaawansowanym.

W międzyczasie camping zone zapełniła się namiotami. Dobrze, że swoje rozbiliśmy wcześniej, bo zrobiło się ciasno. Mnóstwo ludzi przyjechało na rowerach. Byli wśród nich także Polacy, tuż obok nas rozstawiła namioty sympatyczna ekipa bikerów z Wrocławia.

DSC_0110

Następnego dnia poszliśmy w stronę Moldoveanu. Dzieliło nas od niego 14 kilometrów. Według przewodników dziewięć godzin w jedną stronę. Być może skusilibyśmy się na atak na lekko, biegiem i z czołówkami, gdyby nie pies. Erka w górach świetnie dawała sobie radę, ale tak długa trasa, na dodatek pokonywana biegiem jest poza jej zasięgiem. Zrobiliśmy sobie więc leszczarskie wejście na Caprę 2494 m n.p.pm. Tuż obok kusił wyższy niż nasze Rysy Vanatoarea lei Buteanu. Pomiędzy  obiema górami była jednak wąziutka przełączka, a zaraz za nią była stroma trzymetrowa ścianka, na którą trzeba było wspiąć się. Absolutnie nie do zrobienia z psem. Odpuściliśmy. Wystarczyła nam Capra. Potem doliną o tej samej nazwie zeszliśmy do asfaltu.

DSC_0115

Na szosie niespodziewanie okazało się, że mamy aż siedem kilometrów do obozu. Nie chcieliśmy iść po ruchliwej drodze z psem, więc zapadła decyzja, że idę po samochód. By do niego dotrzeć potrzebowałem pół godziny, parę minut później dojechałem do reszty ekipy. Niespodziewanie jednak pojawil się problem z powrotem do obozu. Szosa Transfogaraska ma jeden poważny feler: do Balea Lac przyjeżdżają samochodami setki turystów. Balea Lac jest malutkie i okolice schroniska łatwo korkują się. Nasz korek miał pięć kilometrów długości. Początkowo chcieliśmy czekać, ale gdy po 15 minutach licznik pokazał, że przejechaliśmy 400 metrów, zrozumieliśmy że trzeba odpuścić. Według planu mieliśmy zostać jeszcze jedną noc w górach, a potem jechać na północ. Tymczasem musieliśmy wrócić na południową stronę Karpat.


 

Jak najlepiej poznać Fogarasze? Dla lżejszej turystyki wysokogórskiej idealnym rozwiązaniem jest biwakowanie w Balea Lac jako bazie wypadowej. W górach jest kilka schronisk, ale w sezonie może być ciężko o miejsce. Co kilka kilometrów napotkać można małe bezobsługowe schrony turystyczne. Podobno jednak bywają zwykle przepełnione. Ukontentowani powinni być miłośnicy wędrówek z plecakami.. W każdej dolince można bezproblemowo rozbić namiot. Plecaki jednak ważą sporo, a przewyższenia są duże.

DSC_0131

Można też spróbować poznać Fogarasze na lekko. Zwyczajnie je przebiec. Balea Lac opuściliśmy w środę, a w sobotę miał się odbyć 2X2 Race, bieg ultra 44 km / + 4400. Cztery tysiące czterysta metrów podbiegów! Byłaby to całkiem syta setka, a tu organizatorzy uzbierali tyle przewyższeń na niespełna pięćdziesiątce. Punktem kulminacyjnym miał być oczywiście Moldoveanu. Zdążyłem nawet zapisać się na ten bieg, niestety kontuzja nie pozwoliła mi wystartować. Z miejsc, które odwiedziliśmy widoczna była większość trasy. Nie wydaje mi się, by jakakolwiek impreza w Polsce (z BUGT włącznie) mogła konkurować urodą i spektakularnością trasy imprezie rumuńskiej.

Jeszcze mały drobiazg: wpisowe wynosiło 150  lei. Porównajcie to z cenami imprez w naszym kraju. Jak będziecie mieli okazję, to zapytajcie też organizatora pierwszej z brzegu imprezy krajowej, dlaczego u nas, przy podobnych zarobkach uczestników i potencjale ekonomicznym kraju kosztuje to zwykle znacznie więcej. A jak wam powie, że taniej sie nie da, to mu nie wierzcie, bo jest mnóstwo przykładów na to, że jednak się da.


Rosjanie nigdy nie wkroczyli do Rumunii. Ceausescu utrzymał się przy władzy jeszcze prawie 20 lat. Przez ten czas zdążył niewyobrażalnie zrujnować swój kraj. Podczas rumuńskiej rewolucji został osądzony i stracony przez swoich komunistycznych przyjaciół. Dzięki temu udało im się utrzymać przy władzy jeszcze siedem dodatkowych lat.

Szosa Transfogaraska jest dziś jednym z najlepiej rozpoznawalnych na świecie symboli Rumunii.

DSC_0122

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s