U Hucułów

Zaczęło się poważnie, od hymnu. To były oficjalne Mistrzostwa Ukrainy w trailu. Atmosfera szybko zelżała, gdy na scenę wyszły dwie panie i zabawiały sportowców ukraińską popsą. Po kilku piosenkach ruszyliśmy na trasę Sokole Oko, najdłuższą, 52 km / +2800 na Hucuł Trail.

DSC03001.JPG

Założenia były proste: czas w granicach 8 – 9 godzin i miejsce na podium w kategorii + 40. W zeszłym roku w 8 godzin zrobiłem Dusiołka, imprezę o prawie identycznych parametrach. Początek był nawet niezły, pierwsze 10 km  biegłem na 7.30. Tylko miejsce było słabe, bo gdzieś w połowie czwartej dziesiątki. Już druga górka brutalnie zweryfikowała plany. Dość stroma była i prawie stanąłem w miejscu. Powolutku wszyscy mnie wyprzedzali, a ja człapałem krok za krokiem.

DSC03030

Nie tak miało być. To była druga górka, a takich większych na trasie było siedem. I na każdej kolejnej byłem coraz słabszy i wolniejszy. Nie wiem, co się stało, bo na mecie nie byłem bardzo zmęczony. Na drugi dzień też nic mnie nie bolało. Żadnych zakwasów, żadnej rwy kulszowej. Tylko siły nie miałem, by biegać.

Pod górę wiadomo, biegać się nie da. Na dół też nie, bo za stromo. Po śniegu nie, bo ślisko. Po błocie to już w ogóle się nie da. To może po równym? Nie, gdzieś trzeba przecież odpocząć. Niedobrze mi było cały czas i głowa bolała. W końcówce pozwoliłem sobie nawet na małego pawia. Wtedy zrobiło mi się lepiej, ale do mety było już za blisko, żeby cokolwiek nadrobić.

Ale jak się nie da, jeżeli się da. Zwycięzca zrobił całość poniżej siedmiu godzin.

Do mety doturlałem się po dwunastu godzinach, cztery godziny powyżej planu,co wystarczyło do 55. miejsca na 77 uczestników.  Żenada. Beznadzieja. Dno.

A może jednak nie do końca? To wcale nie były łatwe zawody. Co prawda śniegu nie było dużo, ale za to błota nie brakowało. Nie byłem nigdy na Łemkowynie, ale to, co zobaczyłem na Hucule w zupełności mi wystarcza. Błoto płytkie, błoto głębokie, zasysające, przytrzymujące, wywracające, oblepiające i poślizgowe. Każde możliwe. A buty w tym błocie ważyły każdy o kilogram więcej niż powinien.

DSC03562

Zanikające ścieżki? Były. Odcinek poprowadzony przez środek strumienia? Proszę bardzo, był. W poprzek strumienia? Takiego górskiego, z siłą wodospadu i po śliskich kamieniach też był. A może by tak kilkaset metrów pod górę przez wąski wąwóz, oczywiście przez potok  ? Najlepiej tak stromy, żeby chwilami trzeba było używać wszystkich czterech kończyn? To wszystko udało się zmieścić na trasie Sokolego Oka.

Zawody były bardzo spektakularne pod względem widokowym. Choć nie wybiegliśmy powyżej 900 m npm, to widoki na grzbiety i doliny Beskidów Huculskich były niezwykle efektowne. Co podejście oglądać mogliśmy nową dolinę. Przez kilometrów biegliśmy po cudnych połoninach. Zadziwiające jest, jak wysoko ludzie budoją domy, choć trudno czasem znaleźć do nich sensowną drogę. Przez chwilę otwarł się nam niezwykły widok na Hryniawy, Czywczyn i Czarnohorę z Popem Iwanem. Miałem chwilę satysfakcji, gdy biegnąc z trojgiem zawodników lokalnych, nie oni mi, lecz ja im, localesom, opowiadałem o górach zamykających horyzont.

Punkty odżywcze były skromne. Woda, cola, figi, banany, jakieś ciastka, na niektórych cieple zupki. Było ich pięć, na taki dystans wystarczająco. Opublikowany był dokładny wykaz i z góry było wiadomo czego i gdzie się spodziewał.

Były i mankamenty. Najsłabszym punktem zawodów było oznakowanie trasy. W niektórych miejscach zbierały się kilkuosobowe grupy szukające ostatniego znacznika. Powtarzało się to kilkukrotnie. Dołożyłem sobie w ten sposób jakieś trzy kilometry. Rozwiązanie tego problemu było jednak banalne: wystarczyło mieć wgrany w jakieś urządzenie track GPS, by nie gubić się.

Drugim mankamentem było niedoszacowanie trasy. Na FB zawodnicy ukraińscy pisali, że było to ok.  55 km / + 3400. Zwłaszcza ten drugi parametr troche zmienia ocenę końcową osiągniętego rezultatu.

Organizatorem imprezy był Aleksandr „Szura” Olivson. Powinni go pamiętać uczestnicy Bergson Winter Challenge. Przed kilku laty często przyjeżdżał do Polski, by ze swoim zespołem regularnie plasować się na podium najdłuższej trasy tych zawodów. Szura ma też w dorobku miejsce w pierwszej dziesiątce mistrzostw świata w rajdach przygodowych. Kiedyś miał świetne wyniki jako zawodnik, teraz jest równie dobry jako organizator. Robi największe na Ukrainie imprezy trailowe:

Hucuł Trail, marzec, Wyżnica, 23 i 52 km

Dzembronia Trail, kwiecień, Dzembronia, 24 i 42 km

Karpatia Trail, czerwiec, Wołowiec, 66 i 103 km

100 BukoMil, sierpień, Worochta, 71, 118, 186 km

Endurance Trail, wrzesień, Bukowel, 20 i 55 km

Strona organizatora

Strona Hucuł Trail

DSC03012

Komu można te imprezy polecić? Typowym ultrasom biegającym z klapkami na oczach  po równych drogach w poszukiwaniu punktów ITRA niekoniecznie. Ale ci, którzy biegają ultra na orientację powinni być usatysfakcjonowani. Uczestnicy rajdów przygodowych również. Te imprezy powinny podobać się też klasycznym poszukiwaczom przygód, dla których wynik sportowy będzie drugorzędny.


Hiu – zrobiłeś wynik poniżej planu. Pamiętaj jednak, że nie masz już 30 lat, taki prawie oldboy już jesteś. Nie piernicz, że było słabo, bo impreza była bardzo konkretna i za dwa – trzy lata będziesz bardzo dumny, że ją ukończyłeś.

DSC03561

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s